• Wpisów:64
  • Średnio co: 21 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 16:35
  • Licznik odwiedzin:15 709 / 1404 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Z uśmiechem patrzałam jak uciekała, ale potem zrobiło mi się słabo
i zemdlałam. Obudziłam się w nocy następnego dnia. Justin i Layla o nic nie pytali, bo i tak nie otrzymaliby odpowiedzi. Sama jej nie znałam....
Udałam, że zasnęłam, a oni poszli do lasu. Oczywiście, że poszłam za nimi i skryłam za drzewem.



L: Mary na pewno powie matce co tutaj się stało. Musimy stąd uciec. Jutro będą tu niuchać jak szaleni. Zobaczysz. A zresztą jest jutro pełnia.
J: Masz w zupełności racje, ale jak to wytłumaczymy Victorii?
L: Mamy dwie możliwości. Przekonać ją do tego lub zmusić.
J: Jeśli zmusić to niby jak?
L: No wiesz... Starym chińskim sposobem...
J: Nie, nie... Mówiłem ci, że aż tak daleko nie posunę się.
L: To ja to zrobię.
Niewytrzymałam i wyszłam zza drzewa.
V: Co niby zrobisz?!
L: C... Co ty tu robisz?
Nie była zadowolona, że poszłam za nimi. Nie była też zła, po prostu... przerażona i lekko zdziwiona.
V: Gadaj!
L: Ja... Nic.
V: Mów, chyba, że chcesz, żebym cię do tego zmusiła.
L: Nie odważysz się.
Już była pewniejsza siebie.
V: Nie wierzysz? Chcesz zobaczyć?
L: Dawaj.
W ułamku sekundy zaczęła skomleć u moich stóp. Czemu? Użyłam tego mojego "ostrego" wzroku.
J: Victoria przestań.
Nie przestałam.
J: Victoria, uspokój się.
Nie uspokoiłam się. W końcu on też nie wytrzymał i krzyknął na mnie.
J: Victoria!!!!!
V: Co?!!!
Skupiłam się bardziej na odpowiedzeniu mu niż na Layli, więc w końcu zaczęła głośno oddychać.
J: Czyś ty zwariowała!? To ją bolało!
V: Chcieliście mi coś zrobić!
J: To by cię nie bolało.
V: Nie ważne. Wiecie co? Mam was wszystkich serdecznie dosyć. Mam gdzieś to wszystko. Te moce, tą biel... Niecierpie tego!!! Idę stąd i radzę mnie nie szukać, bo nie ręczę za siebie.
J: Nie możesz...
V: Co?! Nie mogę?! Jesteś tego pewien?! To zobacz!
Zmieniłam się w wilka i wybiegłam głęboko w las. Wiem gdzie pójdę. Do moich "teściów". I "psiapsiółek".
Weszłam tak bez niczego na ich teren. Wszyscy spali. Oprócz mojej watahy, która wiwatowała,że tu jestem, ale ja to miałam gdzieś. Strażnicy to usłyszeli, więc przybiegli tu, ale spotkało ich to samo co Laylę. Przeszłam spokojnie do namiotu rodziców Justina.
V: Halo, halo. Ktoś tu jest?
Wyszli oboje. Jej mąż to wielki, obrzydliwy wilkołam w postaci człowieka. Aż nie powstrzymałam się i skrzywiłam się jak go zobaczyłam.
V: Robin... Nie przedstawiłaś mi twojego męża.
R: Co? Miałaś nie żyć.
V: Tak samo jak Justin.
M: Mój syn żyje?!
Jego krzyk był jak potwora z kreskówki. Śmieszny, a zarazem lekko przerażający.
V: Tak.
Pokazałam mu rękę z pierścionkiem zaręczynowym. Oboje byli mocno zdziwieni. Nawet taki głupi wilkołak kojarzy fakty.



R: Victoria... Tak przepraszam, że byłam taka zła dla ciebie... Kochaniutka...Będziecie mogli mieć ślub podczas pełni. Będziesz i tak cała biała. Mój synek się żeni...*zaczęła płakać ze wzruszenia*
M: W końcu będę miał córkę z jajami, a nie taką ciotę Laylę.
V: Tylko, że wasz synalek troche nie wie, że tu jestem. Może wam powiem o co chodzi. Pokłóciłam się z nimi, bo Layla chciała na mnie użyć jakiegoś chińskiego sposobu, żeby ze mną stąd uciec. Na szczęście w pore uciekłam. Nie wiedzą gdzie jestem i lepiej, żeby tak zostało. Powiem wam gdzie jest ich mały obozik.
M: Już cię lubię. Tylko się przedstaw.
V: Victoria.
M: A więc Victorio, witaj u nas.
V: Okey. Przejdźmy do rzeczy. 500 m. za stawem powinni być. Ale jedna uwaga - do jutrzejszej pełni nic o mnie nie wiedzą. Jasne? *spojrzałam na nich zwrokiem, który mówił, że jak mnie nie posłuchają to popamiętają mnie*
------------------------------------------------------
Mam nadzieje, że wam się podobał rozdział
  • awatar łącznik_nicolete: masz naprawde fajny blog. szkoda tylko że tak dawno nie pisałaś. Czekam na kolejny rozdział i życze dużo weny
  • awatar Igrzyska Śmierci Blog: Tak dawno nie pisałaś... Mam kilka uwag:Za krótki :c,wszystko zbyt szybko się dzieje...I chyba raczej z dużych liter powinny być słowa Ci,Ciebie,Tobie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Hej, hej kochani. Podoba się wam nowy wygląd?
Mam do was prośbę. Dawajcie mi linki do blogów z innymi opowiadankami. Chętnie poczytam i może się zainspiruję?
Więcej inspiracji=dłuższe opowiadanka
Tego chyba chcecie, nie?
  • awatar тнιѕ ιѕ мє.: Wpadnij do mnie mam 42 części opowiadania :* !
  • awatar Moja historia... Wilkokrwista ♥: Nie, to nie ja. Raczej się wam nie pokaże :D
  • awatar Victoria13: Tu masz fajne blogi one mi najbardziej się spodobały.Są ciekawe i w ogóle ;) 1) Ma bardzo długie rozdziały,ale za to bardzo ciekawe,10 rozdziałów przeczytałam jednego dnia bo już na więcej nie miałam czasu,a następne 5 następnego dnia ;) http://story-by-moony.blogspot.com/ 2)Fajne rozdziały są bardzo ciekawe,jest ich 5 ;) Bardzo mi się ten blog spodobał http://live-in-shadow.blogspot.com/ . Myślę,że pomogłam choć odrobinkę ;) Pozdrawiam :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
J: Jak ty to...?
Nic nie odpowiedziałam, tylko się uśmiechnęłam. Nagle zrobiło mi się słabo i... zemdlałam.
*Justin*
Przeraziła mnie tym "duchem", ale jeszcze bardziej tym, że straciła przytomność. Podbiegliśmy razem z Laylą do niej i zabraliśmy do namiotu. Minęła chyba z godzina zanim się obudziła. Myśleliśmy, że jest chora i na taką wyglądała. Była blada, ale nie przez jej moc. Nie chciała jeść. Miała takie dni, że czasami prawie całe przesypywała, a czasem nie spała całą noc. Tak było przez tydzień. Martwiłem się o nią. Zresztą, Layla też. Oboje się martwiliśmy.
*Victoria*
Wiem, że obudziłam się tego samego dnia, ale myśleć przytomnie zaczęłam około tygodnia później. Co mi się stało? Jestem chora? Nigdy nie byłam chorobliwa. Nawet byłam podejrzanie odporna. Nie wiem co mi jest. Muszę być silna. Muszę uratować moją watahę. Ale najpierw... Muszę dowiedzieć się co mi jest. Pewnego dnia zauważyłam, że nie było nigdzie Layli. Oczywiście od razu spytałam się o co chodzi Justina. Czułam się dziś bardzo źle i Justin co chwilę zaglądał do mnie. Byłam tak słaba, że nie mogłam sama podnieść głowy...
V: Gdzie jest Layla?
J: Poszła do rodziców. Mary pewnie doniosła o nas i Layla musi się wytłumaczyć. Ma powiedzieć, że ja to niby jej chłopak Jake, ale już ze mną zerwała.
V: A co ze mną?
J: Ma powiedzieć, że cię nie widziała i, że Mary zwariowała.
V: Aha. Justin... Chce wrócić do tamtych czasów z Peru... Z Hiszpanii, ale jednocześnie chce zmienić to co się tutaj dzieje.
J: Czyli chcesz mieć szczęście i dać szczęście innym.
V: Tak.
J: Zapomniałaś, że żeby dać szczęście, trzeba je dostać.
V: Co? Jak?


----------------------
Przepraszam, że taki krótki, ale dziś nie mam czasu
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Byłam bardziej wściekła niż smutna. Z jednej strony Justin mnie nie zdradzał, a z drugiej... perfidnie mnie okłamał. Ja... Ja musiałam iść jak najdalej stąd...
*w mieszkaniu Justina*
L: Hej, hej moje gołąbeczki! Co tu się kurwa stało? Gdzie Pierwsza?
J: Musiałem jej powiedzieć. Inaczej by odeszła.
L: Z tego co widzę to i tak to zrobiła. Co to za pierścionki?
J: Ten z wilkiem dostała ode mnie, gdy tu przyjechaliśmy, a ten drugi... to jak się jej oświadczyłem...
L: Oświadczyłeś? Aż tak się zaangażowałeś w tą ochronę?
J: Nie. Ja ją po prostu kocham.
L: Oj... To sorry, że się tak wyraziłam. Choć, poszukamy jej.
J: Ona nie ma zamiaru mnie widzieć. Ty jej poszukaj..
L: Okey. Jak chcesz.
*wracamy do Vicki*
Jestem teraz w jakimś hotelu. Od jutra zaczynam szukać pracę. Gdy zarobię dość dużo kasy wyjadę z Barcelony do Paryża lub Londynu. Rozpocznę po raz trzeci nowe życie. Tym razem sama. Moje myśli przerwała mi Layla, która pojawiła się znikąd.
V: Nie wrócę do twojego braciszka.
L: Widzę, że jesteś konkretna. To lubię. Ale na serio, on to zrobił dla ciebie. Dla twojego dobra. Zresztą ja też. Pamiętasz e-maile od L.? To byłam ja.
V: Powiedz, czemu mam wrócić i przed kim mnie bronicie?
L: Każdym, Victoria. Prawie każda Pierwsza zginęła przez nieuwagę Moroi.
V: Moroi?
L: Tak. Moroi, czyli nas - mnie i Justina. Wróć i nam wybacz, że ci nie powiedzieliśmy. Myśleliśmy, że tak będzie lepiej. On cię kocha. Dlatego ci się oświadczył.
V: Tak?
L: Tak. Pozwól, że go tu za 5 min zaproszę i porozmawiacie. Wow! Nigdy nie myślałam, że zostanę swatką.
V: Hehehe. A ja, że cię polubię.
L: Dzięki. Okey. Idę po niego.
*5 min później*
L: Zostawiam was, a ja idę do mojego mieszkanka. Justin, chyba sam trafisz do domu, nie?
J: Tak, tak. Idź już. Tooo wybaczasz mi ?
V: *podeszłam do niego bardzo blisko* Na to wygląda. * pocałowałam go*
[jeśli nie działają gify to na naciśnijcie na nie]
V: Przepraszam, za te moje fochy.
J: Nie, to ja przepraszam, że ci nie powiedziałem. To... co robimy?
V: Wiem co zrobimy! Wracamy.
J: Gdzie?
V: *uśmiechnęłam się* Do domu. Prawdziwego.
J: Tam jest dla ciebie niebezpiecznie Victoria.
V: Spokojnie. Dam radę. Z tobą i Laylą zawsze.
J: Jesteś pewna?
V: Jestem. A teraz choć tu do mnie. *znów go pocałowałam*
Rano obudziliśmy się koło 10, a o 11 miała przyjść Layla. Musimy jej powiedzieć o naszym planie.
L: No co takiego ważnego chcieliście mi przekazać?
V: Wracamy do rodzinnego lasu.
J: I ty z nami.
L: Co?! Chyba was pojebało! Tam jest gorzej niż w piekle.
V: Layla, musimy stawić temu czoła, a nie ciągle uciekać. Przynajmniej nie ja.
J: Ona ma racje, Layla.
L: Ale... Ale...
J: Nie ma ale. Jedziemy. Za godzinę jest samolot. Przygotuj się.
L: Ych... *wyszła*
J: Gotowa?
V: Jak zawsze.
Dolecieliśmy około 17 do miejsca. Na początku było jak zawsze. Widać, że Justin i Layla pilnie mnie obserwowali. Wykorzystałam ich chwilową nieuwagę i uciekłam im. Przybiegłam do miejsca, gdzie pierwszy raz się zmieniłam. Było jak zwykle. Cicho i pięknie. Ruszyłam, żeby zobaczyć siedzibę mojej watahy, ale gdy to zobaczyłam to dobrze, że w tym momencie przybiegli Justin i Layla. Moi ludzie byli niewolnikami. Pracowali, a kto nimi zarządzał? Alex i Veronica. Myślałam, że zemdleje. One traktowały ich jak tanie siły robocze, a oni mieli tylko strach w oczach. Obok ich dzieci były uwięzione w klatkach i wygłodniałe. Co tu się kurwa dzieje? Mój naszyjnik-artefakt błyskał się jak szalony. Nagle poczułam się zmęczona i zemdlałam. Obudziłam się na drugim końcu lasu, gdzie Justin i Layla rozbili dwa namioty.
V: Co się stało?
L: To przez naszyjnik. Uruchomił tak jakby tryb awaryjny i jakby przewidział, że my cię stąd weźmiemy.
Gdzie Justin?!
J: Spokojnie śliczna. Tu jestem.
L: Mówiłam, że to nie najlepszy pomysł. Ale kto słucha Layli? Nikt.
V: Co tu się stało, gdy nas nie było, Justin?
J: Nie wiem. Spytaj się Layli.
V: Layla. Co tu się dzieje?
L: Mamusia rządzi z tatą i jej pomocnicami.
J: Matka?
L: Tak. Dlatego mogłam się swobodnie poruszać.
J: A ojciec? Jest dalej... no wiesz...
L: No jasne. Jak zwykle nie zwraca na mnie uwagi. Ale pytał się o ciebie.
J: Co mu powiedziałaś?
L: To co każdemu, kto o was pytał. Nie żyjecie.
V: Teraz się zdziwi jak nas zobaczy.
L: Co to to nie. Nie możecie się pokazywać.
V: A kim są te "pomocnice"?
L: Dobrze je znasz. To Mary, Veronica i Alex.
V: Co?!
L: Tak. Mary, Veronica i Alex to urodzone wilkołaki. Na poczętku nie miały po co cię zabijać, więc przyjaźniły się z tobą. Ale gdy Matka zaproponowała im władzę za twoją głowę to od razu się zgodziły.
V: A co z Amy? Ona na 100% nie urodziła się wilkołakiem.
L: To prawda. Amy dowiedziała się o ich spisku i chciała cię powiadomić. Ale nie zdążyła. One ją zabiły.
V: O Boże! Od jak dawna to trwa?
L: Od naszego powrotu. Tylko dlatego mogliśmy tu wrócić. Pamiętasz dzień przed wyjazdem do Peru Veronica miała cię spytać czy masz jakieś plany.
V: No tak.
L: Chciała cię zaprosić do siebie i tak z dziewczynami cię zabić.
V: Nie wierze...
L: Victoria, możesz ufać tylko mi i Justinowi. Pamiętaj. A teraz idź spać, a ja z Justinem będę patrolowała okolicę.
Nie chciałam w to wierzyć. Moje najlepsze przyjaciółki zabiły moją kuzynkę i chciały zabić mnie. Zasnęłam w końcu, ale w środku nocy obudziłam się. Wyszłam i zobaczyłam, że moje ciało dalej śpi, a ja nie. Zobaczyłam też, że przenikam przez różne rzeczy. Mam nadzieje, że w końcu wrócę do siebie. Zauważyłam też, że nikt mnie nie słyszy i nie widzi. No nieźle. Poszłam w stronę naszych koszmarów. Zobaczyłam Alex i nie wiem czemu dotknęłam jej czoła. Wtedy zobaczyłam jedno z jej wspomnień. To było jak dowiedziały się, że niby nie żyję.
A: Dziewczyny słuchajcie. Victoria i Justin nie żyją.
M: Zabiłaś ich?
A: Nie, ale widziałam jak Opiekunka [matka Justina to dla nich opiekunka] płaczę i gdy spytałam się o co chodzi to mi powiedziała, że zginął w katastrofie samolotu i, że ciał nie można odnaleźć.
V: Z jednej strony dobrze, bo już mnie oboje wkurwiali, a z drugiej źle, bo Justin to było niezłe ciacho, a Victorię to sama bym chętnie zabiła.
A: To samo myślę. No trudno. Za kilka dni, gdy Opiekunka już się uspokoi to wtedy upomnimy się o swoje...
Na tym to wspomnienie się skończyło. Postanowiłam wrócić do naszego obozu. Może wypróbuje to czytanie emocji na Layle i Justinie. Propozycja kusząca Najpierw na Layli. Siedziała na ziemi i patrzyła się na swoje nogi. Wysłuchiwała czy nikt nie nadchodzi. Podeszłam powoli i dotknęłam jej czoła. Jej wspomnienie...
L: Coś ty taki smutny J.?
J: Mówiłem ci chyba ze 100 razy, że wyjazd to najgorsze dla mnie wspomnienie. Zostawiłem ją, choć obiecałem jej, że zawsze przy niej będę. Wiem, że rodzina jest ważna, ale...
L: Ale ty ją kochasz, tak?
J: Tak. Wiem, że znałem ją tylko kilka miesięcy, ale to wystarczyło.
L: Rozumiem cię braciszku. Nie chciałam, żeby tak było.
J: Wiem.
Na tym się skończyło. Poszłam w stronę Justina. Jego wspomnienie to była ta noc w Peru. Było to zamknięte wspomnienie, dlatego widziałam tylko do momentu, gdy mnie pocałował. Zobaczyłam jeszcze, że naszyjnik się świecił. Muszę to zbadać.
Zauważyłam, że Justin jest smutny. Nagle chciałam do niego coś powedzieć i mnie usłyszał. Nagle stałam się normalna, a moje śpiące ciało zniknęło.
V: Smutny?
J: Victoria, skąd ty tu...?
V: Nie pytaj. Wiesz, co trzeba zrobić, żeby przestało być tak źle?
J: Tak i niestety to ci się nie spodoba.
V: Tak myślałam. Jeśli tak dalej pójdzie... Będziesz musiał to zrobić.
J: Co?! Nigdy. Ja.... Nie mógłbym tego zrobić.
V: A jeśli to będzie konieczne?
J: Nie.
V: A jeśli...
J: Powiedziałem nie.
V: Dobrze.
J: Mam pytanie.
V: No mów.
J: Co byś zrobiła, gdyby mnie i Layli zabrakło.
V: Uciekłabym do Francji. Znam dobrze francuski i zawsze chciałabym tam zamieszkać. Po za tym nikt by się nie domyślił, że tam się wybiorę.
J: Dobrze. niech to będzie twój plan B. A teraz idź już spać.
V: No dobrze.
Następnego dnia zobaczyłam niespokojną Laylę i Justina.
V: Co jest?
J: Jakiś wilk mnie zobaczył i pewnie powie mojej matce, że mnie widział i mogą mnie tu znaleść. Musimy uciekać.
J: Nie, ty uciekaj, a ja z Laylą ich powstrzymamy.
V: Nie.
L: Słyszałaś co powiedział Justin. Wiej stąd.
J: *złapał mnie za rękę* Pamiętaj. Plan B.
L: Jaki plan?
J: Później ci powiem. Słuchaj. Masz tu pieniądze i dokumenty. Poradzisz sobie.
V: Ale...
L: Zbliżają się.
J: Dasz radę!
V: Ale ja...
J: Uciekaj!
Pocałowałam do na pożegnanie i biegłam w stronę ulicy. Weszłam na wzgórze i zobaczyłam jak biorą Laylę i Justina w niewolę. Nie. Nie będę uciekać. Zobaczyłam, że jest ich pięciu plus jeszcze Mary. Przypomniało mi się jak moim głosem odepchnęłam Justina. Podeszłam od tyłu.
V: Mary, Mary, Mary... Nie ładnie tak duchy straszyć.
M: Ty... Ty żyjesz?!
V: Nie. Jak powiedziałam, jestem duchem. Nie widzisz?
Wtedy poszła do mnie i chciała mnie dotknął, a ja prosiłam, żeby było tak jak wczoraj w nocy. No i moje modły zostały wysłuchane. Mary próbowała mnie dotknąć, a potem odeszła odemnie.
M: Czego chcesz?
V: Wypuść ich.
M: Nie.
V: Powiedziałam wypuść ich!
Mary się przestraszyła. Kazała ich wypuścić i szybko uciekła.
-------------------------------------------
Pisałam od rana, więc myślę, że się spodoba
  • awatar Victoria13: Bardzo fajne opowiadanie :)
  • awatar Gość: Super *-* Ale wygląd bloga jest nie w stylu opowiadania :c Podobał mi się stary wygląd xd
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Mam taką wenę, że nie mogę przestać pisać, więc szykujcie się na kolejny rozdział.
------------------------------------------------------------
J: Hehehe. Czekaj... Powtórz pierwszą zwrotkę.
Ô ma douce souffrance
Pourquoi s'acharner, tu r'commences
Je ne suis qu'un être sans importance
Sans lui je suis un peu "paro"
Je déambule seule dans le métro
Une dernière danse
Pour oublier ma peine immense
Je veux m'enfuir, que tout recommence
Oh ma douce souffrance
J:Ale po naszemu.
V: Aha. okey.
Och, moja słodka udręko.
Walka nie ma sensu, a ty znów zaczynasz.
Jestem tylko kimś bez znaczenia.
Bez niego jestem nieco niespokojna.
Błąkam się samotnie w metrze.
Ostatni taniec.
Żeby zapomnieć o moim wielkim cierpieniu.
Chcę stąd uciec, wszystko zaczęło się od nowa.
Och, moja słodka udręko.
J: O! Ten fragment. "Chcę stąd uciec, wszystko zaczęło się od nowa." Czy nie myślisz, żeby to zrobić?
V: Już starczy jak na dzisiaj* czule go pocałowałam w policzek*
J: Victoria! Mi chodzi, żeby uciec od tego całego " Opiekunko" itd. Zamieszkamy gdzieś razem.
V: A co z rodziną, przyjaciómi?
J: Nic im nie powiemy. Pomyślą, że nie żyjemy. W końcu, kiedy twoi rodzice do ciebie chociaż zadzwonili.
V: No... Nie pamiętam.
J: No widzisz. To co?
V: A dziewczyny?
J: Dasz radę bez nich. Zaraz wracam.
Miałam porzucić to wszystko i iść z Justinem. Miał racje. Rodzina i przyjaciele interesowali się mną jak coś chcieli. Już teraz poszukam w internecie i napiszę, że ja i Justin zgineliśmy w wypadku wypożyczonego samolotu czy coś i, że ciał nie można odnaleść. Nagle Justin wparował do pokoju z walizką i szybko zaczął pakować moje rzeczy i przygotowywać nasze paszporty i pieniądze.
V: Co ty robisz?!
J: Musimy wyjechać. Proszę, zaufaj mi i pomóż się spakować.
V: Ale...
J: No już.
V: *zaczęłam mu pomagać* Chociaż powiedz, gdzie jedziemy.
J: Jak najdalej stąd. Choć, szybko! - wziął mnie za rękę i chciał już wybiec ze mną z mojego pokoju hotelowego, ale zapomniał, że ja nie jestem zwykłą dziewczyną i błyskawicznie się wyrwałam, choć trzymał mocno moją rękę.
V: Najpierw powiec, gdzie idziemy.
J: Powiem ci w drodze na lotnisko, a teraz choć, do cholery.
Pozwoliłam mu mnie prowadzić. Wsiedliśmy do taksówki, ale dalej nie chciał nic mówić. W samolocie tak samo. Gdy dotarliśmy na miejsce zobaczyłam, że jesteśmy w Hiszpanii w Barcelonie.
V: A więc Barcelona... Twoje rodzinne miasto. Powiesz mi, czemu tu przyjechaliśmy?
J: Żeby cieszyć się nami. Już mam przygotowane nasze mieszkanie. Spodoba ci się.
V: Ale kiedy ty to... Ach! Nie ważne. Chce mi się spać.
J: To przez tą zmianę czasu. Przyzwyczaisz się.
Tak spędziliśmy w Barcelonie 2 lata. W moje 20 urodziny Justin mi się oświadczył. Oczywiście, że się zgodziłam. Było idealnie. Do czasu...
Tak jak wspomniałam, mam już 20 lat, a Justin w zeszłym miesiącu skończył 21. Jesteśmy zaręczeni. Od 2 lat mieszkamy w Barcelonie i jest nam dobrze. Dalej pamiętam, że jestem Opiekunką i, że jestem Pierwsza i Ostatnia, ale staram o tym zapomnieć. Justin pracuje, a mi każe zostawać w domu i się nie przemęczać. Jest kochany. Chciałam kiedyś śpiewać zawodowo, ale powiedział, że wtedy znaleźliby nas i tyle z naszej ucieczki. Próbowałam przed nim kilka razy dowiedzieć się co z moją watahą, ale nic z tego. A właśnie! Pro po watahy to teraz jesteśmy jak to ujął Justin "wolne wilki". Nie mamy watahy i robimy co chcemy. Jest super. Ale jak już wspomniałam do czasu. Kiedyś byłam jakaś zmęczona i położyłam się spać wcześniej, ale i tak nie mogłam zasnąć. Wstałam i poszłam w stronę balkonu naszego mieszkania. Usłyszałam, że Justin z kimś rozmawia przez telefon. Była to, na moje nieszczęście, jakaś kobieta.
Kobieta (K): I co? Dowiedziała się?
J: Nie. Nic nie wie.
K: To dobrze. U nas istny chaos. Przydałbyś się.
J: Mówiłem, że przyjadę, gdy tylko będę mógł.
Dalej nie mogłam słuchać. Dla mnie to było pewne. Umawiał się z jakąś dziewczyną za moimi plecami. Z łzami w oczach założyłam moje balerinki i wyszłam z domu. Szłam przed siebie łkając i nie patrząc jak na to reagują inni przechodnie. Dlatego nie chciał, żebym pracowała. Częściej wychodziłabym z domu, a on pewnie spotyka się z nią na mieście. Musiałam się wyładować... Zamówiłam taksówkę, żeby mnie podwiozła do najbliższego lasu. Po 15 minutach jazdy wysiadłam. Poczekałam chwilę, żeby taksówkarz odjechał i zmieniłam się w wilka. Biegałam i wyłam i gryzłam co się dało o tak to nie pomagało. Zmieniłam się więc w siebie, ale w białej odmianie. Usiadłam na jakimś kamieniu i łkałam oraz patrzałam na mój pierścionek zaręczynowy i pierścionek, który od niego dostałam w dniu przyjazdu do Barcelony.


Wtedy usłyszałam biegnięcie wilka. Znajome.
V: Znalazłeś mnie. - powiedziałam chłodno nie odwracając się.
J: Tak. Czemu tak wyszłaś bez niczego?
V: A powiedz mi z kim rozmawiałeś na balkonie.
J: To nie tak jak myślisz Victoria.
V: To jak?!
J: Powiem ci w domu.
V: W domu? Czy to będzie tak samo jak z Barceloną?
J: Nie. Choć.
Za bardzo go kocham i dałam mu szansę wytłumaczenia.
V: Już jesteśmy w domu. Mów teraz. Z kim rozmawiałeś?!
Ja wściekła stałam nad nim, gdy on siedział na kanapie.
J: *westchnął* Z Laylą.
V: Z Laylą?! Przecież mieliśmy porzucić rodzinę i być tylko my dwoje. Tak?!
J: Tak. Ale... Nie dlatego, że się za nią stęskniłem, tylko po to...
V: No po co?!
J: Po to... *wstał i wybuchnął* Żeby cię kurwa chronić!
V: No niby przed kim? Przed twoją mamusią?
J: To tylko jedna osoba. Cały ród wilkokrwistych jest przeciwko tobie i dlatego cię wywiozłem z Peru! Dlatego ci nie pozwalam pracować i śpiewać! Chce, żebyś żyła!
V: A kim ty jesteś, żeby mnie "ochraniać"?
J: Moja rodzina od lat zajmowała się ochroną Pierwszych i Opiekunek. Mój ojciec został wilkołakiem, bo musiał chronić moją matkę. Dlatego mówiłem ci, że wiem, jak zachowują się wilkołaki, skoro taki mnie wychował. A ty i tak swoje! Mówiłem, żebyś o tyle rzeczy nie pytała. A ty swoje! Nie miałem ci tego mówić, ale mnie zmusiłaś!
V: *zaczęłam łagodnie* Tak? *wkurzona* To może też cię zmusiłam, żebyś mi się oświadczał? Masz! Zwalniam cię z tego obowiązku.
Po tych słowach zdjęłam oba pierścionki i rzuciłam mu je pod nogi. Wzięłam mój portfel i kilka moich rzeczy. Z stresu zaczęłam śpiewać tą francuską piosenkę.
Ô ma douce souffrance
Pourquoi s'acharner, tu r'commences
Je ne suis qu'un être sans importance
Sans lui je suis un peu "paro"
Je déambule seule dans le métro
Une dernière danse
Pour oublier ma peine immense
Je veux m'enfuir, que tout recommence
Justin próbował mnie zatrzymać, ale ostatni wers zaśpiewałam tak głośno i z taką złością, że aż powaliłam na ziemię mojego "narzeczonego". Uśmiechnęła się z satysfakcją i wyszłam z mieszkania. W drzwiach usłyszałam jeszcze jak Justin coś do mnie mówił.
J: Victoria, zostań! Proszę...
A ja mu na to tak:
---------------------------
Troszkę długi, ale mam nadzieje, że się podoba.
  • awatar Gość: Super!Pisz dalej.Nie mogę się doczekać *-*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Rano pamiętam, że obudziłam się tak.
Przerażona wstałam z łóżka naga i poszłam jak najszybciej po bieliznę i jakąś bluzkę. To... to niemożliwe. Że ja... Z Justinem... Nie. Usiadłam na kanapie w moim pokoju i czekałam aż on się obudzi. Ja nic nie pamiętam od moich zeznać...
*myśli Justina*
Następnego dnia obudziłem się i zobaczyłem, że Victoria na mnie patrzy. Co ona robi w moim pokoju? Potem zobaczyłem, że jestem w jej pokoju i jestem... w samych bokserkach. Wstałem i założyłem moje jeansy.
*wracamy do Victorii*
J: Czy my...?
V: Nie wiem... Nic nie pamiętam... Ostatnie co pamiętam to, że złapałeś mnie za rękę i... film mi się urwał.
J: Ja pamiętam, że jeszcze... cię pocałowałem. I tyle. Ale czy ty...
V: Tak. Leżałam obok ciebie. Bez niczego. Kurde. *odgarnęłam grzywkę do góry, choć wiem, że wyglądam okropnie tak*
J: I co teraz?
V: A bo ja wiem? Zapominamy o tym?
J: *zawstydzony* Tyle, że ja nie chce...
V: Ja też.
Nie wiem czemu, ale rzuciłam się na niego a on mnie podniósł i pocałował.
J: Kocham cię. - powiedział, gdy mnie postawił.
V: Ja ciebie też. - znowu uraczyłam go pocałunkiem.
Spokojnie. Do niczego nie doszło
Około 13 w końcu ubraliśmy się. Ja wybrałam ten zestawik.
J: A teraz mi coś zaśpiewasz?
V: Mhm... No dobrze.

Och, moja słodka udręko.
Walka nie ma sensu, a ty znów zaczynasz.
Jestem tylko kimś bez znaczenia.
Bez niego jestem nieco niespokojna.
Błąkam się samotnie w metrze.
Ostatni taniec.
Żeby zapomnieć o moim wielkim cierpieniu.
Chcę stąd uciec, wszystko zaczęło się od nowa.
Och, moja słodka udręko.

Mieszam niebo, dzień i noc.
Tańczę z wiatrem, z deszczem.
Trochę miłości, nieco miodu.
I tańczę, tańczę, tańczę, tańczę, tańczę, tańczę…
Biegnę wystraszona w zgiełku.
Czy to moja kolej?
Oto nadchodzi ból.
W całym Peru, porzucam siebie.
I odlatuję, lecę, lecę, lecę…

Nic tylko nadzieja.
Na tej drodze twojej nieobecności.
Staram się jak mogę, ale moje życie bez ciebie
jest niczym innym, jak błyszczącym wystrojem wnętrza.

Mieszam niebo, dzień i noc.
Tańczę z wiatrem, z deszczem.
Trochę miłości, nieco miodu.
I tańczę, tańczę, tańczę, tańczę, tańczę, tańczę.
Biegnę wystraszona w zgiełku.
Czy to moja kolej?
Oto nadchodzi ból.
W całym Peru, porzucam siebie.
I odlatuję, lecę, lecę, lecę…

W tej słodkiej udręce,
za której wykroczenia zapłaciłam już w pełni.
Popatrz, jak wielkie jest moje serce.
Jestem dzieckiem świata.

Mieszam niebo, dzień i noc.
Tańczę z wiatrem, z deszczem.
Trochę miłości, nieco miodu.
I tańczę, tańczę, tańczę, tańczę, tańczę, tańczę.
Biegnę wystraszona w zgiełku.
Czy to moja kolej?
Oto nadchodzi ból.
W całym Peru, porzucam siebie.
I odlatuję, lecę, lecę, lecę…
J: Skąd moja księżniczka zna francuski?
V: Chodziło się do szkoły nie?
------------------------------
Sorka, że tak dużo obrazków, ale nie mogłam się powstrzymać.
 

 
W końcu uspokoiłam się w jego ramionach. Przy nim nie myślę o mojej chorej bieli.
J: Już dobrze? - zapytał wycierając mi dłonią twarz od łez.
V: Tak. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Ja... - i znowu zbierało mi się na płacz.
J: Ciiiiii... Już dobrze. - próbował mnie uspokoić jak niemowlę. Ale myślę, że to mu się udaje.
V: Dzięki, że przyszedłeś do mnie.
J: Nie dziękuj. Mam pomysł. Zagrasz mi coś na gitarze? Zawsze lubiłaś i pomyślałem...
V: Nie gram już na gitarze.
J: Aha. No dobrze. To... Wiem! Zaśpiewaj coś
V: Ale... Ale ja nie śpiewam.
J: W to ja nie uwierzę.
V: Ale...
J: Ale pamiętasz wasz "hymn"? Przed tym, jak ktoś cię gonił?
V: To było...
J: W kwietniu. Teraz jest Lipiec, tak? Czemu nie chcesz śpiewać?
V: Nie ważne.
J: Victoria...
V: Co?
J: Mów tu mi teraz.
W tym momencie położył rękę na mojej ręce, którą się podpierałam siedzą na moim łóżku.
V: A nie wyśmiejesz mnie?
J: Nigdy. - był tak przerażająco poważny, że...
V: Bo jak wtedy na ognisku...Jak zaśpiewałam... Ty nic nie mówiłeś... I ja myślałam, że nie podoba się ci mój głos... I ja... Przestałam śpiewać...


J: Bo myślałaś, że mi się nie podoba twój głos?
Pokiwałam głową. Czemu mu to powiedziałam? Teraz będzie mnie wyśmiewał. Albo pomyśli, że jestem dziwna.
Ale zamiast tego zrobił to...
 

 
Podróż troszkę trwała, ale dałam radę. Justin próbował mnie pocieszyć, ale to na nic. Czemu jestem taka smutna? Boje się. Ja po prostu się boje. Czego? Odpowiem jednym słowem: wszystkiego.
J: Ej... Vicki... Co jest?
V: Ja po prostu nie ogarniam tego rozumiesz!!!
J: Spokojnie. Czego nie ogarniasz?
V: Tego całego pierdolonego wilkołactwa!
J: Ale ty nie jesteś wilkołakiem. Ani ja. Jesteśmy wilkokrwiści. Wilkołaki to bezwzględne zwierzęta, które w potrafią przybierać ludzką postać. Potrafią zabić nawet najniewinniejsze istnienie dla swojej korzyści lub nawet dla zabawy. Według mnie to ty nie jesteś wilkołakiem.
V: A ten biały kolor? Nie spotkałam żadnego takiego wilkokrwistego. Te moce! Pamiętasz jak cię poraziłam wzrokiem? Poraziłam to mało powiedziane. Ty się zwijałeś z bólu. To było straszne. Albo jak cię podniosłam, gdy przyszła do nas twoja wataha? Ja tego nie kontroluje. Wiesz, że nie trzeba urodzić się wilkołakiem. Można się nim stać.
J: Ale ja wiem, że ty nim nie jesteś!
Pierwszy raz podniósł na mnie głos. To mnie zdziwiło. Aż mu żyły wyskoczyły na twarzy. Pewnie na całym ciele. ( przypomnę, że u wilkokrwistych tak jest jak się zdenerwują. Mogą się również zmienić przez to )
V: Niby skąd? Jakimś ekspertem jesteś czy co?
J: (smutno) Nie... ( dalej wściekły ) Ale wiem, że nie jesteś. Skończmy temat.
V: Dobra. Wyjdź, proszę... ( poleciały mi łzy )
J: Victoria, ja... ( powiedział stojąc w drzwiach )
V: Wyjdź!!! - Krzyknęłam i drzwi od mojego pokoju w hotelu z hukiem się zamknęły. Przeraziłam się i zaczęłam płakać. Nie wiem co zrobił Justin. Nie wiem czy dobrze zrobiłam biorąc go ze sobą. Spojrzałam w lustro. Zamiast siebie zobaczyłam bladą dziewczynę w białych włosach i z białymi oczami i z łzą na policzku.


Byłam to ja. Idealna... Piękna... Biała... Nie cierpię tego koloru. Bez żadnego rozmysłu zbiłam to lustro gołą ręką. Lustro w kawałkach, a ręka bez żadnej skazy. Znów zaczęłam płakać. Kim ja jestem? A raczej czym ja jestem? Ktoś zapukał do drzwi. Chociaż byłam cała zapłakałam powiedziałam, żeby wszedł. To był Justin. Przestraszył mnie, gdy zobaczył "białą" mnie. Ale przyszedł i mnie przytulił.
-----------------------------------
Mam nadzieje, że się podoba
  • awatar Gość: Krótkie.Ale superowe *-* Pisz dalej c:
  • awatar Hidden in a dreams ! ♥: ♥ Zapraszam , zostaw coś po sobie! Również zapraszam http://hiddeninadream.tumblr.com/ ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Czemu Peru? Nie wiem. Coś mi tak mówi. Ale najpierw trzeba się zastanowić gdzie dokładnie. Mhm... Może okolice La Huaca de la Luna? Można spróbować. Pojadę tam na kilka dni. Wezmę mój motor. Tak, jestem dziewczyną i mam motor.
Już się spakowałam, gdy przyszedł e-mail.
"Widzę, że wybierasz się do Peru motorem. Dobrze. Ale lepiej jak weźmiesz kogoś ze sobą. A i uważaj - jeśli twój naszyjnik zaświeci cię lub coś innego to w twoim pobliżu jest twój wróg. Miłej podróży.
L. "
Aha. Okey. Mam nadzieje, że to prawda.
Już miałam wyjść, gdy przybiegła Veronica. Naszyjnik mignął.
Ve: Efekty specialne? - pokazała na naszyjnik
V: Może. Nie ważne. Co chciałaś ? Spieszę się.
Ve: Chciałam cię wyrwać na kawę, ale skoro się śpieszysz to spoko. Gdzie się wybierasz?
V: Do Peru, a dokładniej do La Huaca de la Luna.
Ve: Aha. Udanej podróży.
Widziałam u niej lekki uśmieszek...
Szłam lasem w kierunku garażu. Usłyszałam za sobą kroki. Wiedziałam kogo są.
V: Eh... Czego chcesz?
J: Słyszałem, że jedziesz do Peru. Może pojadę z tobą.
Skąd on o tym wie? Czy on jest L.?
V: A po co?
J: Sama dziewczyna jedzie do Peru. To chyba nie jest całkiem bezpieczne.
V: Tylko, że ta dziewczyna nie jest dzieckiem i nie jest normalna.
J: Ale nadal to dziewczyna.
V: Osz ty! Jeśli chcesz możesz jechać. Ale pamiętaj, że jesteś tylko chłopakiem. Bierz tylko swój motor.
Czemu się zgodziłam? Postanowiłam posłuchać L. W końcu chyba chce mi pomóc nie?
J: Dobrze, że się zgodziłaś, bo już znalazłem dla nas hotel. Nie bój się. Łóżka są osobno. Zobacz. - wyciągnął telefon.
Czasem go lubię, a czasem wręcz nienawidzę.
-----------------------------------
Przepraszam, że takie krótkie, ale raczej takie będą. No chyba, że bd miała wenę.
 

 
Długo nad tym myślałam. Pierwsza i Ostatnia... Ciesz się... Uważaj... W mojej głowie brzmiało to jak mantra... Miałam 2 opcje: 1. (rozsądną) uważać lub iść na całość i ( jak to mówiłam, gdy miałam 5 lat i oglądałam Scooby-Doo ) "rozwikłać tą zagadkę". Oczywiście wybrałam opcje 2, choć nie od razu...
Pewnego wieczoru, dokładnie dzień przed pełnią, zrobiłam sobie koktajl z truskawki i banana i usiadłam do facebook. Potem sprawdzam pocztę i jakiś dziwny e-mail przysłał mi wiadomość:
"Wiem, że jesteś Pierwsza i Ostatnia. Chce ci pomóc. Musisz mi tylko zaufać. Uważaj.
L."
Kto to? L, l, l... Nie wiem kto to. Ktoś musiał mnie podsłuchać podczas rozmowy. Nagle ten naszyjnik ( zaczęłam go nosić coraz częściej ) tak jakby mnie poraził, bo przeszły mnie dreszcze. Okey, widzę, że tutaj zbyt wiele się nie dowiem o naszyjniku...
Zamknęłam oczy, żeby to przemyśleć i nagle zasnęłam.
Następnego dnia obudziłam się ok. 10 i mój komputer zapikał, że jest nowy e-mail:
" Dzień Dobry Ostatnia! Dobrze się spało? Nie ważne. I tak nie obchodzi mnie twoja odpowiedź. Powiem ci, że znam odpowiedź na twoje pytanie. Odpowiedź brzmi: Szukaj informacji u serca wilkokrwistych.
L.
P.S. Często zaglądaj na pocztę. "
Moja reakcja: Aha. Czyli znowu L. do mnie napisało. Posłuchać? Nie mam wyboru. Coś mi mówi, że nie odpuści. Zacznijmy od Peru...

-----------------------------------
Mam nadzieje, że się spodobał.
  • awatar Moja historia... Wilkokrwista ♥: Tak, wiem. Ale pisałam to wieczorem i chciałam się wyspać ;) Teraz wakacje, więc wiecej czasu na pisanie mam :D
  • awatar Gość: No za krótkie ;_; Pierwsze części były dłuższe xd
  • awatar Mushikushi.: Bardzo ciekawe , pisz dalej :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Na wstępie mówię, że był rozdział o powstaniu wilkokrwistych i tak dalej. Niestety go nie widzę, ale nie za bardzo potrzebujecie go, żeby skumać resztę ;D
--------------------------------------------
V: Chodzi o ten naszyjnik?
Pokazałam jej go. Zrobiła się blada. Bała się go? Nawet zauważyłam, że z trudem powstrzymuje żółte oczka.
V: Odpowie pani?
Pani ( P): Skąd to masz?
V: Niech pani odpowie.
P: Tak. A teraz mów skąd to masz.
V: Znalazłam. Dokładnie w rzece.
P: No jasne. W rzece. Ulubionym miejscu pierwszej Pierwszej.
V: Jak to pierwszej?
P: Pierwszą nazywamy zasłużone wilczyce. Pamiętasz z historii Joannę D' Arc? Ona też było wilkokrwista. Również była pierwsza.
V: Wow!
P: Wróćmy do naszyjnika. To jest najpotężniejszy wilczy relikt. Przez setki lat był poszukiwany, a ty go znalazłaś? Nie możliwe.
Zaczęła szukać w swoich książkach wielkiej księgi. Potem czytała ją przez pięć minut.
P: Victoria, na ciebie spadł wielki ciężar opiekunki. I teraz zostałaś Pierwszą i Ostatnią.
V: Jak to Pierwsza i Ostatnia?
P: Pierwsza, bo zostajesz tą Pierwszą, a ostatnia, bo po tobie nie będzie już tak wielkich osiągnięć jak twoje.
V: Co?
P: I tak nie zrozumiesz. Ciesz się, nikomu nie mów i uważaj.
Jej słowa mnie zaniepokoiły. Pierwsza i Ostatnia? Ciesz się, nikomu nie mów i uważaj? Muszę nad tym pomyśleć...
-------------------------
Fajnie? Sorka, że bez zdjęć
 

 



Hej! Jestem Lucy! Pokaże wam moją historię....
Jestem sierotą... Tylko nie użalajcie się nade mną. Pani Smith (opiekunka naszego sierocińca) mówiła mi, że pochodzę z Francji, a dokładnie z przedmieść Paryża. Tylko, że odesłali mnie tu, bo "sprawiałam problemy". Jakie? Nie wiem. Nikt nie wie... Wiem, że jeszcze znaleziono mnie w okolicach samochodu, którego trafił meteoryt. W samochodzie były 2 kobiety i pewnie jedna z nich była moją matką. Obie nie żyją. Potem, gdy odnaleziono ich rodziny pytano się, czy jedna nie miała córki. Obie rodziny stanowczo przeczyły. Wstydzili się mnie? Może nic o mnie nie wiedzieli? Byłam wtedy noworodkiem. Miałam ok. tygodnia życia, więc to możliwe. Teraz mam już 17 lat. Jutro wyjeżdżam do Paryża. Wygrałam w konkursie muzycznym dość sporą sumkę i jeszcze Pani Smith dołożyła tysiaka i tak ja i moja przyjaciółka Claudia wyjeżdżamy na całe wakacje do Francji. A i mój chłopak też. Jego rodzice są dość majętni i mogą se na to pozwolić. Lubią mnie.
Claudia też jest z domu dziecka. Jesteśmy nierozłączne. Jej rodzice po prostu jej nie chcieli. A szkoda, bo teraz to by błagali, żeby im wybaczyła. Nie znam porządniejszej dziewczyny od niej. I pięknej. Ona może zdobyć każdego. Znacie moją ekipę. Teraz czas na pakowanie!
Pani Smith (PS): Dziewczęta! Jak wam idzie?
Claudia (C): Dobrze. Przynajmniej mnie. Lucy jest tak podekscytowana tym wyjazdem, że aż bucha szczęściem. I to tak, że jeszcze nic nie spakowała.
PS: Gdzie ona jest?
C: W ogrodzie.
PS: Jest przecież po 20.
C: Dla niej wystarczy, że jest księżyc.
-----------------------------------------------
Mam nadzieje, że się spodoba
  • awatar Gość: Wilkokrwista będzie dalej. Po prostu robię 2 opowiadanka, zeby nie było ciągle tego samego ;)
  • awatar Gość: Fajne :) Wiesz może jak zmienia się czcionkę na pingerze? Taką jak masz Ty.
  • awatar Wszystko od nerda: A co z "Wilkokrwistą"?:C
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Lucy Light
Lat 17
Sierota, przyjaciółka Claudi, dziewczyna Jamesa, przeznaczona Derekowi.

James Anderson
Lat 17
Chłopak Lucy, wróg Dareka.

Claudia Blackwood
Lat 17
Również sierota, przyjaciółka Lucy.

Havenotpover "Derek"
Lat 294 czyli 18 ludzkich
Przeznaczony w Lucy, wróg Jamesa, kosmita.

JUTRO PROLOG I MOŻE 1 ROZDZIAŁ!!!!
 

 
Tytuł: I'm an alien.
Okładka:
Piosenka/czołówka:
Może za chwile pojawi się prolog! ;D
 

 
Heeeej cześć siemano wam wszystkim! Wpadłam na pomysł. Na moim blogu będą 2 opowiadanka równocześnie. Cieszycie się? Bo mam pomysł na nowy, a nie chce kończyć wilkokrwistej
Zaraz pojawi się zwiastun 2 opowiadanka. Może i prolog?
 

 
No cześć.
Ja w sprawie twojego najnowszego postu.Bo mam problem.Moja dawna przyjaciółka cały czas rysuje tylko kucyki Pony i nic innego.I jeszcze przebywa z taką niemiłą Snelewską...Próbowałam ją przebłagać by trochę porysowała koty albo coś innego i przestała się zadawać ze Snelem(wszyscy tak na nią wołają).Ale na nic.Pomóż
~Scoot

Droga Scoot !
Mhm... Przepraszam, że tak długo czekałaś na odpowiedź, ale miałam zepsuty komputer. A wracając do sprawy... Myślę, że kucyki to najmniejszy problem. Spytaj jej się może czemu je rysuje i może zachęć do rysowania też czegoś innego. Nie zabraniaj jej rysowania Pony. A co do tej Snelewskiej... Jest dla ciebie nie miła? Poproś twoją przyjaciółkę, aby poprosiła tą Snelę, żeby była odrobine milsza. Może jak się poznacie będzie lepiej. Jeśli dalej coś będzie nie tak - Pisz!

Moja historia

Na razie dostałam tylko jedno. Piszcie kiedy chcecie i o czym chcecie. Każdemu pomogę!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›